Ten post piszę jako ostrzeżenie dla posiadaczy zestawów opartych o płyty Gigabyte. Nie jest to w żadnym wypadku krytyka producenta, lecz historia, która może się przydarzyć każdemu. Tak więc posłuchajcie (a raczej poczytajcie):
Od maja 2007 roku jest posiadaczem płyty głównej Gigabyte (S-Series jeśli to kogoś interesuje). Płyta działała bardzo ładnie, no miała pewne sprzeczki z kartą telewizyjną Lidteka w której zanikał dźwięk, ale żadnych poważniejszych zastrzeżeń mieć do niej nie mogłem. Tak więc płyta służyła, ja jej używałem a zwłaszcza najbardziej popularnego w dzisiejszych czasach portu USB, pod który przybywało mi coraz więcej urządzeń. Aż tu pewnego strasznego ranka próbie włączyć moje maleństwo i … nic! Co jest? Próbuje drugi raz. Teraz komputer odpowiada – wywalając mi korki w mieszkaniu… kurde sprawa poważna – musi być ciężko chory. Na szczęście mam gwarancje. Udaje się do sklepu oddaje kompa na swojego rodzaju SOR. Po kilku dniach słyszę diagnozę: płyta główna jest spalona, zwarcie powstało na ścieżkach przy USB. Na szczęście usterka podlega gwarancji jednak, płyta musi zostać wysłana do firmy Gigabyte – efekt: minimum 3 tygodnie bez własnego komputera i swoich danych… Czy historia skończy się happy endem? Nie wiem. Czas pokaże.
Jednak jaki morał płynie z tej historii ? Nie przeciążajcie portów usb, nie używacie skanera? Odłączcie go – grzeje tylko ścieżki. Hub usb – nie wykorzystywany w danej chwili, nie musi być podłączony, kabel do komórki też nie – przecież cały czas się nie zgrywa danych po co ma grzać się i pobierać prąd. Tak samo jest z kamerą internetową, aparatem i innego rodzaju urządzeniami. Nie używane, lepiej wyłączyć. Bądźcie więc rozważni i dbajcie o swoje maleństwa… Bo tak historia mogła przydarzyć się każdemu.
Historia pewnego USB
styczeń 29, 2008 autor: Marek

ja bym sie kłócił bo zeby plynal prad musisz zamknac obieg zwierajac te dwie blaszki, podlaczajac cos albo wkladajac kabel do wody.
predzej moglo sie spalic jesli uzywasz jakiejes ‘pseudo zlodziejki do usb’. to wynalazek krajow 3ego swiata.
Problem w tym, że takowego urządzenia nie miałem. Zwykły, porządny sprzęt, prawdopodobnie płyta grzała się od skanera, który zawsze ciagnie prąd i kamerki, którą nie dawno dostałem. W dodatku to się wszystko wydarzyło, gdy komp był wyłączony. W sumie podejrzewam, że to ukryta wada płyty głównej bo sprawdziłem wszystkie urządzenia i są ok (kamera canon, skaner bear paw, hub usb tracer, pendrive kingston, usb do sonny ericssona – jak widać niby wszystko zrobione przez renowane firmy).
jesli hub usb miales pod usb to masz winowajce.
też tak podejrzewam, mimo iż nic do niego nie było podłączone