A oto operowy portret zadowolonego pracownika, czyli Figaro z “Cyrulika Sywilskiego”.
Zróbcie drogę w miejskim ścisku!
Ja szybciutko zmierzam do mojego zakładu gdy tylko świt wstaje.
Cóż za przyjemne życie- piękne życie!
Dla fryzjera takiego jak ja!
Brawo Figaro!
Szczęściarzu Figaro!
Gotowy na wszystko, w dzień i w nocy.
Nikt nie ma tyle zabawy co taki fryzjer jak ja!
Nożyczki, golarki, brzytwy i grzebienie – gotowe na każdą okazję!
Listy również posiadam,
to część mojej pracy.
Od pięnych pań do kawalerów.
Do pani … Do pana…
Nikt nie ma tyle zabawy co taki fryzjer jak ja!
Wszyscy mnie chcą,
panie i panowie, dziewczęta i chłopcy.
Tutaj golenie, tam strzyżenie…
Usługa wykonana a liścik doręczony.
Wszyscy tylko krzyczą: Figaro!
Cóż za hałas! Cóż zaz wrzawa!
Cóż za czas, na małą miłość.
Figaro! – słucham
Jest tu, jestem już tam, u góry na dole.
Niczym błyskawica przeszywam miasto.
Ah barwo figaro, dobre wieści.
Ah barwo figaro, dobre wieści.
Ah barwo figaro, dobre wieści.
Quintus Horatius Flaccus jest jednym z moich ulubionych poetów. Dlatego też w pewnym stopniu mogę się zgodzić z krytykiem literackim żyjącym w I wieku naszej ery Kwintylianem, który stwierdził: „At lyricorum idem Horatius fere solus legi dignus” („Tymczasem spośród liryków tenże Horacy jest niemal jedynym poetą godnym czytania”). Słowa jak na pierwszy wiek naszej ery bardzo prawdziwe, aczkolwiek nie możemy zapominać o Wergiliuszu i Owidiusza, skupmy się jednak na Horacym, a dokładnie na moim ulubionym Jego dziele Pieśni I 11 [Do Leukonoe]. Poematu głębokiego, niosącego przesłanie, które można przekazać słowami samego, wielkiego poety : ,,Tu ne quaesieris (scire nefas)” (,,weseląc się dziś nie dowierzaj przyszłości”); „carpe diem” („chwytaj dzień”).
Pieśń I 11 [Do Leukonoe]
Przekład: Henryk Sienkiewicz
Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,
Jaki nam koniec gotują bogowie,
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.
A czy z rozkazu Jowisza ta zima,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz się o to i… klaruj swe wina.
Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.
Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche.
Wersja łacińska:
[Carmina I 11] – Horacy
Tu ne quesieris, scire nefas, quem mihi quem tibi
finem di dederint, Leuconoe, nec Babylonios
temptaris numeros, ut melius, quidquid erit pati
seu pluris hiemes seu tribuit Iuppiter ultimam,
Quae nunc oppositis debilitat pumicibus mare
Tyrrhenum: sapias, vina liques, et spatio brevi
spem longam reseces. Dum loquimur, fugerit invida
aetas: carpe diem quam minimum credula postero.
I kto inny miał by prawo rzec o swojej twórczości: ,,Exegi monumentum aere perennius” (,,Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu”)
Ostatnie posty zostały delikatnie mówiąc zdominowane przez operę dlatego dzisiaj drodzy czytelnicy mam zamiar przedstawić Wam jeden z moich ulubionych miedziorytów. „Rycerz, śmierć i diabeł” został wykonany przez Albrechta Dürer w 1513 roku. Warto zwrócić uwagę, na to że Dürer zawsze sygnował swoje dzieła symbolem, który tutaj znajduje się w dolnym, lewym rogu.
Miedzioryt jest nie zwykły, cała historia zaklęta w jednej scenie. Jej interpretacji może być wiele:
„Przedstawienie bezsensu i straszliwych aspektów wojny pokazał już Dürer w rycinie Rycerz, Śmierć i Diabeł(1513), na której widzimy pędzącego przed siebie z zapamiętaniem wojownika. Rubens stworzył Alegorię Wojny i Pokoju 1630), jako argument przeciwko wojnie w europie, a w Konsekwencjach wojny
ARCYDZIEŁA ŚWIATOWEGO MALARSTWA” Sarah Carr-Gomm
„Rycina uosabia życie, wiarę chrześcijanina w sferze działalności ludzkiej, w świecie decyzji i czynu. Artysta porównuje chrześcijanina, stawiającego czoła wrogiemu światu do rycerza na którego drodze do niezdobytej twierdzy cnoty stoją diabeł i śmierć która próbuje zastraszyć go klepsydrą.Za rycerzem podąża wierny wyżeł -symbolizuje gorliwość, naukę, poprawne rozumowanie”
Wyznam Wam drodzy czytelnicy, że mi bardziej odpowiada to drugie z twierdzeń, chociaż nie do końca. Tak to już jest, człowiek zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze. Moja interpretacja wygląda następująco – człowiek, mityczny rycerz toczące nieustannie bitwy z przeciwnościami losu podąża do celów, które sobie wyznaczył. Za nim kryje się fałszywy doradca, diabeł, czekający na jego błędy i zatracenie. Wszystkiemu przypatruje się wszechobecna w życiu śmierć, gdyż człowiek mimo iż na co dzień zapomina o regule „memento mori” , to podświadomie cały czas czuje upływ czasu przybliżający go do zakończenia bytu ziemskiego. Śmierć może być również ostrzeżeniem, przypomnieniem, o jedynie pozornych wartościach dóbr doczesnych, których pozyskiwanie nie może przysłonić na celu życia.
Wiele osób mnie pyta, jak możesz chodzić kilka razy na tę samą operę, przecież znasz ją już na pamięć. Mogę i mogę również powiedzieć, że każdą operę można przedstawiać na różne sposoby, naturalnie bez zmieniania muzyki i libretta. Wystarczy zmienić wykonawcę, kostiumy, scenografię, a każda nowa forma nabiera własnego życia. Aby wykazać słuszność mojego twierdzenia, mam dzisiaj dla Was drodzy czytelnicy arię „Fin ch’han dal vino” („póki od wina”) pochodzącą z opery Mozarta ,,Don Giovanni”. Popatrzcie i przekonajcie się sami:
Póki od wina
dymią im głowy,
przednią zabawę
gotować każ.
Spotkasz na placu
jakieś dziewczątko,
je również z sobą
spróbuj sprowadzić.
Niech zamieszanie
będzie na sali:
jeden menuet,
inny follię,
ktoś alemanne
dopatrz, by tańczył.
A ja tymczasem
z boczku, na stronie
z jedną czy drugą
chcę poflirtować.
Na mojej liście
do jutra rana
dziesiątkę imion
dopisać masz.
O tym, że Mozart był geniuszem muzycznym chyba nikogo przekonywać nie muszę, jednak mało kto wie, że Jego dzieła stawały się inspiracją również dla innych twórców. Przykładem takiego utworu jest aria „La cidarem la mano” (podajmy sobie ręce),która stała się podstawą dla wariacji B-dur op.2 Chopina. A oto aria, o której mowa w mistrzowskim wykonaniu Anny Netrebko i Bo Skovhusa pochodząca z opery „Don Giovanni”:
La cidarem la mano (Podajmy sobie ręce)
Złączymy ręce, a ty mi powiesz „tak”
Ale spójrz, to nie będzie uczciwe-lepiejchodźmy
Chciałabym, ale nie mogę, moja serce jest wierne.
Moglibyśmy być szczęśliwi, ale on może łudzić Cię.
Zmienię twoje przeznaczenie.
Wkrótce nie będę mogła mu się oprzeć
Chodźmy
Chodźmy
Chodźmy
Chodźmy ma kochana i zaspokójmy nasze niewinne pożądanie
Chodźmy
Chodźmy
Chodźmy
Dzisiaj w czasie rozmowy z przyjacielem- serdeczne pozdrowienia dla Tomka, doszedłem do wniosku, że mimo iż większość osób nie wie czym jest w ogóle requiem i nie zna twórczości Mozarta rozpoznaje „Dies Irae” z Requiem d-mol KV626. Dlatego dzisiaj mam dla Was drodzy czytelnicy trochę teorii, muzyki i tłumaczenie wyżej wymienionego fragmentu.
Może na początek słowo wyjaśnienia. Czym jest requiem? Requiem jest mszą żałobną za zmarłego. Składającą się z 9 części:
Aby potwierdzić stwierdzenie zawarte w tytule dzisiejszego posta, prezentuje Wam drodzy czytelnicy dwa piękne, tradycyjne włoskie utwory czyli „O sole Mio” („Słońce moje”) i „Santa Lucia” („Święta Łucja”) w mistrzowskim wykonaniu, jednego z moich ulubionych tenorów Enrica Carusa.
“O sole Mio” (“O słońce moje”)
Cóż za piękny, słoneczny dzień
Niebo wypogodziło się po burzy.
Powietrze jest takie świeże, że można się poczuć jak w wolny dzień
Jakim pięknem jest słoneczny dzień
Ale kolejne słońce,
Które wciąż jasno świeci.
To moje własne słońce.
To twoja twarz!
Słońce, moje własne słońce,
To twoja twarz!
To twoja twarz!
Kiedy nadciąga noc i zachodzi słońce,
Prawie zaczynam czuć melancholie.
Stoję pod twoim oknem,
Kiedy nadciąga noc i zachodzi słońce.
Ale kolejne słońce,
Które wciąż jasno świeci.
To moje własne słońce.
To twoja twarz!
Słońce, moje własne słońce,
To twoja twarz!
To twoja twarz!
“Santa Lucia” (“Święta Łucja”)
Nad morzem świeci srebrna gwiazda
Fale są łagodne, a wiatry pomyślne
Nad morzem świeci srebrna gwiazda
Fale są łagodne, a wiatry pomyślne
Przybądź do mojej szybkiej, małej łodzi,
Święta Łucjo, Święta Łucjo
Przybądź do mojej szybkiej, małej łodzi,
Święta Łucjo, Święta Łucjo
Z tym łagodnym zefirkiem,
Oh, tak przyjemnie znajdować się na statku!
Z tym łagodnym zefirkiem,
Oh, tak przyjemnie znajdować się na statku!
Zapraszam na pokład pasażerów. Proszę, tędy!
Święta Łucjo, Święta Łucjo!
Zapraszam na pokład pasażerów. Proszę, tędy!
Święta Łucjo, Święta Łucjo!
By zjeść kolacje pod żaglami
W wieczór tak pogodny
By zjeść kolacje pod żaglami
W wieczór tak pogodny
Że niczego nie potrzeba, że niczego nie brakuje.
Święta Łucjo, Święta Łucjo.
Że niczego nie potrzeba, że niczego nie brakuje.
Święta Łucjo, Święta Łucjo.
Morze jest takie pogodne, a bryza taka przyjemna
To wszystko sprawia , że żeglarz może zapomnieć o swoich problemach
Morze jest takie pogodne, a bryza taka przyjemna
To wszystko sprawia , że żeglarz może zapomnieć o swoich problemach
I może płakać ze szczęścia!
Święta Łucjo, Święta Łucjo!
I może płakać ze szczęścia!
Święta Łucjo, Święta Łucjo!
Oh, słodki Neapolu, oh błogosławiona ziemio,
Gdzie każde stworzenie się uśmiecha,
Oh, słodki Neapolu, oh błogosławiona ziemio,
Gdzie każde stworzenie się uśmiecha,
Jesteś imperium harmonii,
Święta Łucjo, Święta Łucjo.
Jesteś imperium harmonii,
Święta Łucjo, Święta Łucjo.
Czemu jesteś taki smutny? Wieczór jest taki piękny.
Czemu tak ciężko oddychasz, przecież jest bryza, daje przyjemne orzeźwienie.
Czemu jesteś taki smutny? Wieczór jest taki piękny.
Czemu tak ciężko oddychasz, przecież jest bryza, daje przyjemne orzeźwienie.
Chodź do mojej małej, szybkiej łodzi,
Święta Łucjo, Święta Łucjo.
Chodź do mojej małej, szybkiej łodzi,
Święta Łucjo, Święta Łucjo.
Opery mają to do siebie, że z wyjątkiem pięknej muzyki mogą nieść z sobą różne przesłania. Ja dla Was drodzy czytelnicy wybrałem dzisiaj wspaniałą arię o kłamstwie z „Czarodziejskiego fletu”.
Biedak znosi niewysłowione męki, bo za karę odebrano mu głos.
Niestety mogę ci jedynie współczuć, ponieważ jestem za słaby, żeby pomóc.
Jestem za słaby, żeby pomóc.
Jestem za słaby, żeby pomóc.
Królowa wybacza ci i uwalnia od kary.
-Papageno znów może gadać!
-Gadać tak, ale nie kłamać!
-Nie, nie będę kłamał
-Niech to będzie dla ciebie nauczką!
-Tak, zapamiętam to ostrzeżenie.
-Niech będzie nauczką!
Gdyby wszyscy kłamcy świata
Dostali taki knebel na usta,
Zamiast nienawiści, pomówień i gniewu
Zapanowały by miłość i braterstwo.
Zamiast nienawiści, pomówień i gniewu
Zapanowały by miłość i braterstwo.
Wiele o operze już pisałem, wiele pisać jeszcze będę, ale jak się dzisiaj zorientowałem do tej pory nie napisałem nic o mojej ulubionym dziele. To zaszczytne miejsce zajmuje u mnie opera seriaStanisława Moniuszki pod tytułem „Straszny Dwór”, okrzyknięta mianem polskiej opery narodowej. Libretto opowiada historię dwóch braci Zbigniewa i Stefana, dzielnych rycerzy, patriotów, którzy jednak nie mają żon, gdyż chcą pozostać w gotowości na każde wezwanie Ojczyzny („Racja racja panie bracie, że wyborny ten nasz plan nie ma niewiast w naszej chacie, vivat semper wolny stan”, „niech żyją poddani ja nie chce mieć pani, co chce to mam bo wolnym bo wolnym jak ptak”), jednak wraz z rozwojem akcji zmienia się również nastawienie braci do miłości… Ale co ja się tu będę rozpisywał, kto nie wiedział powinien zobaczyć. Tak czy siak wielkie dzieło Moniuszki ukazuje nasze najwspanialsze cechy narodowe: odwagę, wierność, stałość w miłości. Kpi z modnisiów i sprzedawczyków… Ijak tu tej opery nie kochać….